poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Wiesiek, albo rzecz o tytule

Wymyśliłem sobie, że pośród wielu rzeczy, które tutaj chcę dodawać, będzie również graffiti. Taka mała próba nawiązania do starej inicjatywy Krzyku Murów, który gdzieś się jeszcze pałęta po sieci - nie zamknęli go jeszcze, ale dawno straciłem do niego hasło i zlikwidowałem adres mailowy, więc nie mogę go odzyskać. Póki co, bloga nadal można znaleźć pod adresem htttp://krzykmurow.blogspot.com . Lecz to już przeszłość.
Skoro zatem będę wrzucać graffiti TU i TERAZ, warto coś wspomnieć o genezie tytułu. Siedem było... co było?
Tego nie wie nikt, poza Wieśkiem z Polarnej. Wiesiek to jeden z tych ludzi, którym głosy w głowie kazały coś mówić - a dokładniej pisać. I pisał, żebym nie skłamał, przez jakieś 20 lat... Nawalał srogie epistoły, pełne Boga, żydów, diabła, masonów i cholera wie, czego jeszcze. Nie oszczędził żadnego muru w tym mieście. Był właściwie bezkarny, bo co jakiś czas zamykali go do psychiatryka i wypuszczali, a w przerwach między jednym turnusem a drugim brał puszkę farby w rękę i szedł po nocy na miasto. A wyglądało to tak:

Rok 1993 - zdjęcie znalezione na Miastografie. Pasaż Schillera. Przypadkiem zauważyłem obok budki telefonicznej wczesną twórczość Wieśka - coś o rządzeniu i SB. Potem mu się tematyka zmieni.



Klasyka gatunku. Murzyn je. Fałsz je o bogu. Uczta się pacierza. Moda długa winna być bo się kuszą. 7 było. Zresztą zawsze "ileś" było. 7,5,2,1... nie wiem, chodziło mu o przykazania?
To i tak są malutkie próbeczki. Pamiętam, jak potrafił zabazgrać cały świeżo odnowiony mur Muzeum Włókiennictwa na długości kilkudziesięciu metrów. Albo każdą bramę na przestrzeni 2 przecznic. Kiedyś z kumplami trafiliśmy pod jego chałupę - mały klockowaty domek jednorodzinny, osprejowany podobną twórczością od gruntu po dach. Widelec do buzi Bozi. Widłaki z Bułgarii. Tjaaa.
Ale chyba w końcu go dupnęli albo się zestarzał, bo miałem trudności z zebraniem świeżego materiału na ten post. Chociaż starszych "dzieł" na murach nadal wisi mnóstwo...

To jest mniej typowe, bo jakby charakter pisma mu się zmienił. Nigdy i nigdzie indziej nie widziałem takiej wersji. Ale 7 było i diabełek (to to "o" z kreskami między DZIEL a ŻYDY) zostały. Chyba że doczekał się naśladowców...?

Wiesiek to wandal ostateczny, niemal idealny. Każdy łodzianin będzie wiedział, o co chodzi, mimo że nie zna go z imienia (ja dowiedziałem się przypadkiem). Dwie dekady maniackich bazgrołów w najbardziej eksponowanych punktach miasta i peryferiach, po równo na zabytkach i ruinach. W każdej dzielnicy, na kamienicach, dworcach, blokach i wiaduktach. Całkowita bezkarność i pokaz bezsilności każdej władzy wobec jednego świrniętego dziada z puchą spray'u. To jest możliwe tylko w tym kraju. 

Dlatego tego bloga nazwaliśmy ku jego czci.

Więcej informacji można znaleźć tutaj: https://opencaching.pl/viewcache.php?wp=OP8KEY

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Stary Radogoszcz

Po przedstawieniu się warto wspomnieć o czymś konkretnym. Czymś, co od dawna mnie interesowało i nie pasowało do obrazu miasta, jaki znam.

Dzisiejszy Radogoszcz to przede wszystkim bloki - starsze i nowsze, ale betonowe klocki i tyle. Po wschodniej stronie Zgierskiej - trochę starszej zabudowy, pamiętającej wiejską i podmiejską przeszłość tego kawałka Łodzi. Ale jest jeszcze to.

Dziwne, bardzo jednolite i usystematyzowane osiedle, wyglądające na część jakiegoś planu. Mało jest o nim informacji - gdzieś mi się obiło o uszy, że stworzyli je Niemcy w czasie II wojny, dla przesiedleńców z krajów nadbałtyckich... ale ile w tym prawdy? Chętnie przyjmę komentarze.


Łódź - miasto kontrastów. Tyle razy powtarzane hasło, że mi zbrzydło. Ale muszę się zgodzić...
Rzeczywiście mają w sobie coś niemieckiego, szczególnie jeśli porównać z np. osiedlem na Stokach...


XXI wiek, taaak.


 200 m stąd jest główna ulica wyjazdowa z Łodzi na północ i blokowiska.

Domek czarownicy jak w mordę.


Najwyższego standardu to to osiedle nie miało i fakt, wygląda na budowane na tymczasowo. Ale prowizorka, jak wiemy, trzyma się najdłużej.

sobota, 31 marca 2018

Miasto się przedstawia

Jako, że od czegoś trzeba zacząć, to zacznijmy od tego, czym się przedstawia miasto: tablicami z nazwami ulic i numerami domów. To w końcu coś jak wizytówki, tylko na większą skalę. Najczęściej to po nich rozpoznajemy, czy trafiliśmy tam gdzie trzeba. 

Zanim pojawiły się standardowe, nowoczesne i nijakie tabliczki, bywało tak:

Jak ktoś miał fantazję, to również w negatywie:

 W fabrykach też mieli fantazję.



Czasem trafiał się sen pijanego dzielnicowego...


Ciekawe, kim byli Bracia Kiorhassan... ? (Rudzka 43)


Dokąd zmierzamy, gdzie trafimy...?